środa, 11 listopada 2009

Jerzy Franczak, Nieludzka komedia

...oni, zamiast zapytać mnie, co robię, jak żyję i kiedy się żenię, rozmawiali o kolorze baloników, jak dzielić tort i czy tłuc lampki po szampanie, czy szkoda.

Trochę to wszystko bez sensu - mam na myśli ślub i moje na ten ślub jechanie, i cukiernię, i Rzeszów, i resztę świata, ale dotykam groźnego bezsensu na co dzień, więc przywykłem.

...streszczam mój życiowy dramat w anegdotach, bo jest on potwornie nudny...

Koło molo dziewczęta opalają się topless, a chłopcy mijają je niby obojętnie, gawędząc o sprzęcie do nurkowania, i chociaż każdy chciałby przyklęknąć przy którejś i choć przez chwilę pomiętosić te cycki albo przynajmniej uważnie i na spokojnie pooglądać sobie te ciemnobrązowe naoliwione krągłości, musi minąć je obojętnie. To część gry; każdy wie, jaka jest jego rola, każdy wie, że jego improwizacje są częścią partytury, która pisze się we wszystkich osobach liczby mnogiej.

I tak toczy się świat - ten zlepek przypadków i odpadków, kulka gnoju toczona przez kosmicznego żuka...

Jest od niego wyższa, w ogóle góruje nad nim we wszystkim i chyba sprawia jej przyjemność, że tak się do niego zniża i taka jest przy tym łaskawa, taka hojna, aż myli to z miłością.

...wydaje mi się, że nagość nie jest kwestią ubrania lub jego braku, jeśli wiesz, o co mi chodzi. Pewnie nie wiesz, trudno, przyzwyczaiłem się.

Tymczasem odwracam się w swoją stronę, tak, że stykamy się teraz dupami, zgięci wpół; dwa nieruchome ciała złożone w krzyżyk, beznadziejne równanie z jedną wielką niewiadomą.

Chodź, zrobię ci budyń, oglądniemy Złotopolskich, zapytam cię po raz setny, czy pamiętasz jak się poznaliśmy. Umiesz jeszcze tę rozmowę? Potrafisz udawać to samo wzruszenie?

Kadra nauczycielska urządza zawody w lizaniu mu dupy, a potem licytuje się, komu bardziej smakowało.

To ma być sąd nade mną, w którym za argument posłuży im własne nieszczęście.

...ludzie splatają swoje życia, plączą je, płaczą, płacą słono, gorzko żałują i znów łączą je węzłem, supłają, psują... i powstaje z tego coś jakby telenowela. Znam takich, którzy całują się, kochają, kłócą, plują na siebie i wyznają sobie miłość, a wszystko to w przeciągu wieczoru. A ja w każdej bajce, w każdej telenoweli jestem gdzie indziej, za szklaną taflą, niczym przed ekranem, przypadkowy widz, który niczego nie rozumie, mimo streszczenia w telegazecie.

Jej dramat życiowy polega na tym, że jako pedagog szkolny wspiera się na znanej powszechnie pseudonauce zwanej pedagogiką. Zdarza mi się zaglądać do jej opracowań i zawsze wprawiają mnie one w zachwyt pomieszany z niedowierzaniem: jak można tak uczenie pierdolić o sprawach oczywistych?

Zdjęła z siebie ciężar winy i przerzuciła na Boga, który nagle pod tym balastem urzeczywistnił się i ukonkretnił. Układ wydawał się prosty: będę w Ciebie wierzyć, a Ty przejmiesz na siebie moje urojone winy.

Jestem workiem kości, naczyniem nieczystym, mięsem zatrutym przez słowa.

Życie to sen wariata, ścieżki kręte, wyroki niezbadane, słowa zużyte. Powielane gesty, które wiernie kseruję w moim warsztacie małego realisty.

- Mógłbyś choć raz być poważny. - Ja cały czas jestem poważny i to cię właśnie przeraża. - Tak się do niej ozwałem, niby od niechcenia, bo znałem tę rozmowę na pamięć, ale tym razem zachowywaliśmy się inaczej, jak ludzie, którym zależy, ludzie przejęci, może nawet przestraszeni, na dodatek użyłem słowa "przeraża" i trzymałem nóż w dłoni, to dodawało sytuacji dramaturgii. - Nie - pokręciła głową Natalia, cały czas patrząc w podłogę. - Ty jesteś organicznie niezdolny do powagi. Ty potrafisz tylko uciekać od życia, ty nie umiesz żyć po prostu.

Wieczory poetyckie, debaty o bólu istnienia, koncerty klarnetowe o samotności... a życie to prosta zabawa jest - raz, dwa, trzy nie żyjesz ty - i nie ma co się obrażać, jak przegrasz!

Nie mogę już nawet powiedzieć, że jestem sam, nie wiem nawet, co to znaczy samotność; nie rozpoznaję się ani w lustrze, ani w oczach innych, ani we własnych słowach.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz