CÓRKA INDRY
Powiedz, ojcze, dlaczego kwiaty wyrastają z błota?
SZKLARZ
Dlatego, że im w błocie niedobrze. Jak tylko mogą, śpieszą do światła, aby zakwitnąć i umrzeć!
OFICER
Uczciwie mówiąc, nie wiem, bo cokolwiek zrobię, wszystko zawsze kończy się źle! Każdą chwilę radości w życiu muszę opłacać podwójną ceną bólu.
MATKA
(głośno)
Mój drogi! Niedługo już rozstanę się z tobą i twoim rodzeństwem... Chcę ci dać jedną życiową radę!
OFICER
(zasmucony)
Mów, matko!
MATKA
To tylko parę słów. Nie wadź się nigdy z Bogiem!
ROZLEPIACZ PLAKATÓW
Ja tak bardzo nie narzekam... zwłaszcza odkąd dostałem podrywkę i zielone pudełko na ryby!
CÓRKA INDRY
I to czyni cię szczęśliwym?
ROZLEPIACZ PLAKATÓW
Tak, bardzo szczęśliwym, bardzo... to marzenie mojej młodości... które teraz się spełniło. Co prawda mam już pięćdziesiąt lat...
CÓRKA INDRY
Czy wiesz , co widzę w tym lustrze? Świat we właściwej postaci! Tak, bo w rzeczywistości jest on na opak.
ADWOKAT
Jak to się stało, że został odwrócony?
CÓRKA INDRY
Gdy robiono kopię...
ADWOKAT
Nareszcie mi to wytłumaczyłaś! Kopia... zawsze przeczuwałem, że to niedobra kopia...
CÓRKA INDRY
Czy w życiu nie ma nic, czym można by się cieszyć?
ADWOKAT
Jest! To, co najrozkoszniejsze, a zarazem najbardziej gorzkie. Miłość! Żona i dom! To, co najwspanialsze i najnędzniejsze!
CÓRKA INDRY
To wszystko jest gorsze, niż przypuszczałam!
(...)
Ukochany mój! Ginę w tym zaduchu, w tym pokoju z widokiem na podwórko, przy tym dziecinnym krzyku; podczas niekończących się bezsennych godzin, przy tych ludziach w poczekalni, z ich lamentami, kłótniami i oskarżeniami... Ja tu umrę!
(...)
Wszystko by jakoś jeszcze można wytrzymać, gdybym tylko mogła mieć w domu coś pięknego!
SZEF KWARANTANNY
Nie wiedziałeś o tym?
OFICER
Naturalnie, że wiedziałem, ale tak często zapominam to, co wiem!
SZEF KWARANTANNY
A ja często chciałbym zapomnieć o wszystkim, a już najbardziej o samym sobie. Właśnie dlatego chodzę na maskarady, zabawy i zebrania towarzyskie.
POETA
Nie tykajcie ich! Nie tykajcie ich miłości! (...) wszystko, co piękne, ściąga się teraz w błoto!
MĄŻ
(do ŻONY)
Jestem tak bezgranicznie szczęśliwy, że chciałbym umrzeć.
ŻONA
Dlaczego umrzeć?
MĄŻ
Ponieważ w szczęściu kiełkuje zawsze ziarno nieszczęścia. Szczęście spala się zawsze samo, jak płomień... nie może płonąć wiecznie, musi zgasnąć. To przeczucie końca niszczy je w samym zenicie.
ŻONA
Więc umrzyjmy razem, natychmiast!
MĄŻ
Umrzeć? Dobrze! Boję się szczęścia, które jest zdradliwe!
ŚLEPIEC
Kto do mnie mówi?... Słyszałem już ten głos dawniej w snach, w młodości, gdy zaczynały się wakacje, w pierwszym okresie małżeństwa, gdy urodziło mi się dziecko. Za każdym razem, gdy życie uśmiechało się do mnie, słyszałem ten głos, jak szept południowego wiatru, jak dźwięk harfy płynący z górnych sfer, jak anielskie pozdrowienie w noc wigilijną...
ADWOKAT
Gdy zdarza mi się przyjemnie spędzić dzień i wieczór, to zaraz następnego dnia mam wyrzuty sumienia i cierpię piekielne męki.
CÓRKA INDRY
Jakie to dziwne!
ADWOKAT
Tak, budzę się rano z bólem głowy. A potem zaczyna się powtarzanie, to przewrotne powtarzanie. Wygląda to tak, że wszystko, co wczoraj wieczorem było ładne, przyjemne, dowcipne, dziś rano we wspomnieniu przedstawia się jako brzydkie, wstrętne, głupie. Przyjemność jak gdyby gnije, a radość rozkłada się. To, co ludzie nazywają powodzeniem, staje się zawsze przyczyną najbliższego niepowodzenia. Sukcesy, jakie odniosłem w życiu stały się moją zgubą. Ludzie bowiem zazdroszczą sobie powodzenia. Uważają, że los jest niesprawiedliwy, gdy sprzyja jednemu z nich, i dlatego próbują przywrócić równowagę, rzucając sobie nawzajem kłody pod nogi. To śmiertelnie niebezpieczne mieć talent, bo łatwo można umrzeć z głodu!...
ADWOKAT
Całe życie jest tylko zaczynaniem na nowo... Spójrz na tego nauczyciela... Wczoraj został promowany na doktora, otrzymał laurowy wieniec i przy armatnich wystrzałach wstąpił na Parnas, ściskany przez monarchę... a dziś zaczyna szkołę na nowo i pyta, ile jest dwa razy dwa, i będzie się tym zajmował aż do śmierci...
CÓRKA INDRY
Dlaczego więc ludzie nic nie robią, żeby poprawić swoje położenie?...
ADWOKAT
Owszem, robią, tylko, że wszyscy reformatorzy kończą ostatecznie w więzieniu lub w domu wariatów...
CÓRKA INDRY
Kto wsadza ich do więzienia?
ADWOKAT
Wszyscy prawomyślni, wszyscy uczciwi...
CÓRKA INDRY
A kto wsadza ich do domu wariatów?
ADWOKAT
Ich własna rozpacz, gdy widzą beznadziejność swoich wysiłków!
POETA
Czym jest poezja?
CÓRKA INDRY
Nie jest rzeczywistością, jest więcej niż rzeczywistością. Nie jest snem, lecz śnieniem na jawie...
CÓRKA INDRY
Zbyt długo przebywałam na ziemi i nurzałam się w błocie, jak ty... Myśli moje nie są już lotne, glina przylgnęła im do skrzydeł...
CÓRKA INDRY
Czemu jak zwierz się rodzimy,
My, boskie plemię, ród ludzki?
Duch by przecież innej szaty
Żądał niż ta z krwi i brudu!
POETA
Niebawem będziesz mogła zrozumieć, co to jest rzeczywistość.
CÓRKA INDRY
I ten ból w piersi, ten lęk... co to jest?
ADWOKAT
Nie wiesz?
CÓRKA INDRY
Nie!
ADWOKAT
To wyrzuty sumienia.
CÓRKA INDRY
Wyrzuty sumienia?
ADWOKAT
Tak! Rodzą się po każdym zaniedbanym obowiązku, po każdej przyjemności, nawet najbardziej niewinnej, jeśli w ogóle istnieją niewinne przyjemności, bo to bardzo wątpliwe. A także po każdym cierpieniu, które się zadało swemu bliźniemu.
POETA
...nic nie pomaga, że sumienie mówi mi: postąpiłeś dobrze, bo za chwilę mówi: postąpiłeś niedobrze! Takie jest życie.
POETA
Prorokom nigdy nie wierzono: dlaczego tak było? A „skoro Bóg tak powiedział, dlaczego ludzie nie wierzą?” Jego siła przekonywania powinna przecież być nieodparta!
CÓRKA INDRY
Czyś zawsze wątpił?
POETA
Nie! Wielokrotnie zdawało mi się, że mam pewność, ale po jakimś czasie odchodziła jak sen, gdy się człowiek z niego budzi.
CÓRKA INDRY
W zaraniu czasów, zanim rozbłysło słońce, Brahma, boska, prapierwotna moc, dał się nakłonić Mai, matce świata, do spłodzenia potomstwa. To zetknięcie się boskiego prapierwiastka z pierwiastkiem ziemskim było grzechem pierworodnym nieba. Świat, życie i ludzie są zatem tylko fantomem, przywidzeniem, sennym widziadłem...
(...)
Żeby uwolnić się od pierwiastka ziemskiego, potomstwo Brahmy szuka wyrzeczeń i cierpienia... Cierpienie je zbawia... Ale dążenie do cierpienia popada w konflikt z pragnieniem rozkoszy czy miłości... Czyż nie rozumiesz jeszcze, czym jest miłość z jej najwyższymi upojeniami w największych cierpieniach, z największą rozkoszą w największej goryczy? Rozumiesz teraz, czym jest kobieta? Kobieta, która weszła do życia przez grzech i śmierć?
POETA
Rozumiem!... A jaki tego koniec?
CÓRKA INDRY
Już go znasz... To walka między bólem rozkoszy i rozkoszem cierpienia... męki pokutnika i uciechy rozpustnika...
POETA
Powiedz mi, jakie masz troski!
CÓRKA INDRY
Skaldzie, czy umiałbyś tak wyrazić swoje, by ani jedno słowo nie było zbyteczne? Czy twoje słowa zdołałyby kiedykolwiek dorównać twej myśli?
POETA
Masz słuszność, nie! Wydawałem się sobie zawsze głuchoniemy. I gdy tłum z podziwem słuchał moich pieśni, mnie samemu zdawały się one bezładnym krzykiem... Dlatego, widzisz, wstydziłem się zawsze, gdy mi składano hołdy!
CÓRKA INDRY
Złośliwy, zawsze złośliwy, ale tacy jesteście wszyscy.
POETA
Jak można być innym?
czwartek, 13 maja 2010
czwartek, 6 maja 2010
Oscar Wilde, Portret Doriana Graya, przekł. Maria Feldmanowa
Artysta jest twórcą piękna.
Objawić sztukę, ukrywać artystę - oto cel sztuki.
Nie ma książek moralnych lub niemoralnych. Są książki napisane dobrze lub źle. Nic więcej.
Myśl i język są dla artysty narzędziami sztuki.
W rzeczywistości sztuka odzwierciedla widza, nie życie.
Każda sztuka jest bezużyteczna.
...piękność, prawdziwa piękność kończy się tam, gdzie się zaczyna intelektualizm.
Brzydkim i głupim najprzyjemniej na tym świecie. Mogą sobie spokojnie siedzieć i przyglądać się zabawie. Jeśli nic nie wiedzą o zwycięstwie, to bywa im też zaoszczędzona świadomość klęski. Żyją jak powinniśmy żyć wszyscy: cicho, obojętnie, bez niepokoju.
Nauczyłem się kochać tajemniczość. Ona jedna chyba może uczynić życie niezwykłym i cudownym.
- Dziwny z ciebie człowiek. Nigdy nie powiesz nic moralnego, a nigdy nie zrobisz nic złego. Twój cynizm nie jest niczym innym jak pozą.
- Naturalne zachowanie nie jest niczym innym jak pozą, i to pozą najbardziej drażniącą ze wszystkich, jakie znam (...).
Sumienie i tchórzliwość to w gruncie rzeczy jedno i to samo, Bazyli. Sumienie jest firmą spółki. Oto wszystko.
Harry, ty nie rozumiesz, czym jest przyjaźń lub wrogość. Lubisz wszystkich, to znaczy, że wszyscy są ci obojętni.
Wybieram sobie przyjaciół dla ich piękności, znajomych dla ich dobrego charakteru, a wrogów dla ich bystrej inteligencji.
Tylko bankruci umysłowi prowadzą sprzeczki.
Wierni znają tylko trywialną stronę miłości, niewierni znają jej tragedię.
Celem życia jest rozwój własnej indywidualności.
W naszych czasach człowiek odczuwa obawę przed sobą samym. Zapomniano o najwyższym obowiązku, o obowiązku względem siebie. Oczywiście ludzie są dobroczynni. Karmią głodnych, odziewają żebraków. Ale własne ich dusze marzną i cierpią głód. Ludzkość straciła odwagę. Może nie miała jej nigdy. Obawa przed społeczeństwem, na której opiera się moralność, obawa przed Bogiem, będąca tajemnicą religii - oto dwie potęgi, które nami rządzą.
W mózgu też i jedynie w mózgu dokonują się największe grzechy świata.
Dziś przeważna część ludzi umiera na epidemię zdrowego rozsądku. Za późno poznajemy, że jedyną rzeczą, której nie należy żałować, to nasze błędy.
...czuję, że to, co było dość dobre dla naszych ojców, dla nas nie jest już dość dobre.
Jedyni znani mi artyści, którzy czarują swą osobowością, są lichymi artystami. Dobrzy artyści istnieją tylko w tym, co tworzą, sami przez się są zgoła niezajmujący.
Żadne życie nie jest zniszczone prócz tego, którego rozwój jest powstrzymywany.
Ja jestem dla ciebie ucieleśnieniem tych wszystkich grzechów, do popełnienia których nie masz odwagi.
Jedną stronicę po drugiej zapisywał słowami dziekiego żalu i jeszcze dzikszego bólu. Istnieje przecież rozkosz w samooskarżeniu. Ganiąc siebie samych czujemy, że nikt już do tego nie ma prawa. Spowiedź, nie kapłan, daje nam rozgrzeszenie.
Naturalnie, że byłbyś dla niej uprzejmy. Zawsze możemy być uprzejmi dla tych, co nas nie obchodzą.
Należy wchłaniać barwę życia, ale nigdy nie przypominać sobie szczegółów. Szczegóły są trywialne.
Tylko głupcy potrzebują całych lat do wyzwolenia się od wzruszeń.
Stać się obserwatorem własnego życia - powiada Harry - znaczy uwolnić się od cierpień.
Sztuka jest zawsze bardziej abstrakcyjna, niż sądzimy. Forma i barwa zawsze tylko wypowiadają formę i barwę - nic więcej. Często mi się wydaje, że sztuka raczej ukrywa artystę, niż go objawia.
Nikt nie spotyka w życiu dwóch ideałów. Rzadko spotyka się jeden.
- Ja nie powiedziałem, Harry, że mi się podobała. Powiedziałem, że jest fascynująca. A to wielka różnica.
- Ach, odkryłeś to? - mruknął lord Henryk.
Każdy z nas nosi w sobie niebo i piekło.
Istnieją grzechy, których urok tkwi raczej w myśli o nich niż w samym czynie, triumfy dziwne, zadowalające raczej dumę niż namiętność, wzmagające tętno intelektualnej radości - radości znacznie intensywniejszej niż ta, jaką obdarzają czy mają możliwość obdarzać zmysły.
Wszak istnieją nory dla palaczy opium, gdzie można kupić zapomnienie, nory potworne, gdzie szaleństwo nowych grzechów wymazuje pamięć starych.
Życie zbyt jest krótkie, by człowiek miał brać na siebie ciężar cudzych błędów. Każdy żyje swym życiem i płaci za to odpowiednią cenę. Szkoda tylko, że za błąd popełniony raz jeden wciąż się musi płacić. Płacić i płacić bez końca. W stosunkach z człowiekiem los nigdy nie zamyka swych rachunków.
Smutna to prawda, ale zatraciliśmy zdolność nadawania rzeczom pięknych nazw. A nazwy są wszystkim. Nigdy nie walczę o czyny. Chodzi mi jedynie i wyłącznie o słowa.
- Nigdy nie walczę przeciw piękności - rzekł z gestem pełnym wdzięku.
- W tym właśnie twój błąd, Harry. Wierzaj mi, przeceniasz piękność.
Jeśli to nawet było złudzenie, jakże to straszne, że sumienie zdolne jest wywołać takie okropne mary, nadawać im kształty widzialne, kazać im się poruszać. Jakież będzie jego życie, jeśli dniem i nocą cienie zbrodni zaczną z milczących kątów podpatrywać go i ze skrytek tajemnych szydzić z niego, szeptać mu do uszu podczas uczty i ze snu go budzić lodowatymi palcami.
Płytki żal i płytka miłość żyją długo. Wielka miłość i wielki ból giną od własnego nadmiaru.
Nie ma żadnych omenów. Los nie wysyła heroldów. Zbyt jest na to mądry lub zbyt okrutny.
- Chciałbym móc kochać - zawołał Dorian z głębokim żalem w głosie. - Zdaje mi się jednak, że opuściła mnie namiętność i zapomniałem, czym jest pragnienie. Zbyt się koncentruję w sobie samym. Własna moja osobowość stała mi się ciężarem. Chcę uciec, odejść, zapomnieć.
Pewność jest fatalna. Niepewność czaruje. Mgła nadaje rzeczom urok.
Cywilizacji nie osiąga się tak łatwo. Wiodą do niej tylko dwie drogi: kultura i zepsucie.
Dziwna to rzecz, o każdym, kto znika, mówi się, że go widziano w San Fransisco. Musi to być jakieś cudowne miasto. Posiada całą atrakcyjną siłę zaświatów.
Dusza jest straszną rzeczywistością. Można ją kupić i sprzedać, i zamienić. Można ją zatruć i udoskonalić. Każdy z nas ma duszę.
Możesz się uważać za bezpiecznego, silnego, lecz przypadkowy odcień jakiejś barwy w pokoju lub na porannym niebie, specjalna jakaś woń, niegdyś przez ciebie lubiana i przynosząca z sobą subtelne wspomnienia, wiersz zapomnianego utworu, który kiedyś czytałeś, urywek melodii, której już dawno nie grałeś - Dorianie, wierzaj mi, że od tych szczegółów zależy nasze życie.
Sztuka nie wywiera żadnego wpływu na czyny. Ona właśnie niszczy pragnienie czynu. Jest wzniośle bezpłodna.
Objawić sztukę, ukrywać artystę - oto cel sztuki.
Nie ma książek moralnych lub niemoralnych. Są książki napisane dobrze lub źle. Nic więcej.
Myśl i język są dla artysty narzędziami sztuki.
W rzeczywistości sztuka odzwierciedla widza, nie życie.
Każda sztuka jest bezużyteczna.
...piękność, prawdziwa piękność kończy się tam, gdzie się zaczyna intelektualizm.
Brzydkim i głupim najprzyjemniej na tym świecie. Mogą sobie spokojnie siedzieć i przyglądać się zabawie. Jeśli nic nie wiedzą o zwycięstwie, to bywa im też zaoszczędzona świadomość klęski. Żyją jak powinniśmy żyć wszyscy: cicho, obojętnie, bez niepokoju.
Nauczyłem się kochać tajemniczość. Ona jedna chyba może uczynić życie niezwykłym i cudownym.
- Dziwny z ciebie człowiek. Nigdy nie powiesz nic moralnego, a nigdy nie zrobisz nic złego. Twój cynizm nie jest niczym innym jak pozą.
- Naturalne zachowanie nie jest niczym innym jak pozą, i to pozą najbardziej drażniącą ze wszystkich, jakie znam (...).
Sumienie i tchórzliwość to w gruncie rzeczy jedno i to samo, Bazyli. Sumienie jest firmą spółki. Oto wszystko.
Harry, ty nie rozumiesz, czym jest przyjaźń lub wrogość. Lubisz wszystkich, to znaczy, że wszyscy są ci obojętni.
Wybieram sobie przyjaciół dla ich piękności, znajomych dla ich dobrego charakteru, a wrogów dla ich bystrej inteligencji.
Tylko bankruci umysłowi prowadzą sprzeczki.
Wierni znają tylko trywialną stronę miłości, niewierni znają jej tragedię.
Celem życia jest rozwój własnej indywidualności.
W naszych czasach człowiek odczuwa obawę przed sobą samym. Zapomniano o najwyższym obowiązku, o obowiązku względem siebie. Oczywiście ludzie są dobroczynni. Karmią głodnych, odziewają żebraków. Ale własne ich dusze marzną i cierpią głód. Ludzkość straciła odwagę. Może nie miała jej nigdy. Obawa przed społeczeństwem, na której opiera się moralność, obawa przed Bogiem, będąca tajemnicą religii - oto dwie potęgi, które nami rządzą.
W mózgu też i jedynie w mózgu dokonują się największe grzechy świata.
Dziś przeważna część ludzi umiera na epidemię zdrowego rozsądku. Za późno poznajemy, że jedyną rzeczą, której nie należy żałować, to nasze błędy.
...czuję, że to, co było dość dobre dla naszych ojców, dla nas nie jest już dość dobre.
Jedyni znani mi artyści, którzy czarują swą osobowością, są lichymi artystami. Dobrzy artyści istnieją tylko w tym, co tworzą, sami przez się są zgoła niezajmujący.
Żadne życie nie jest zniszczone prócz tego, którego rozwój jest powstrzymywany.
Ja jestem dla ciebie ucieleśnieniem tych wszystkich grzechów, do popełnienia których nie masz odwagi.
Jedną stronicę po drugiej zapisywał słowami dziekiego żalu i jeszcze dzikszego bólu. Istnieje przecież rozkosz w samooskarżeniu. Ganiąc siebie samych czujemy, że nikt już do tego nie ma prawa. Spowiedź, nie kapłan, daje nam rozgrzeszenie.
Naturalnie, że byłbyś dla niej uprzejmy. Zawsze możemy być uprzejmi dla tych, co nas nie obchodzą.
Należy wchłaniać barwę życia, ale nigdy nie przypominać sobie szczegółów. Szczegóły są trywialne.
Tylko głupcy potrzebują całych lat do wyzwolenia się od wzruszeń.
Stać się obserwatorem własnego życia - powiada Harry - znaczy uwolnić się od cierpień.
Sztuka jest zawsze bardziej abstrakcyjna, niż sądzimy. Forma i barwa zawsze tylko wypowiadają formę i barwę - nic więcej. Często mi się wydaje, że sztuka raczej ukrywa artystę, niż go objawia.
Nikt nie spotyka w życiu dwóch ideałów. Rzadko spotyka się jeden.
- Ja nie powiedziałem, Harry, że mi się podobała. Powiedziałem, że jest fascynująca. A to wielka różnica.
- Ach, odkryłeś to? - mruknął lord Henryk.
Każdy z nas nosi w sobie niebo i piekło.
Istnieją grzechy, których urok tkwi raczej w myśli o nich niż w samym czynie, triumfy dziwne, zadowalające raczej dumę niż namiętność, wzmagające tętno intelektualnej radości - radości znacznie intensywniejszej niż ta, jaką obdarzają czy mają możliwość obdarzać zmysły.
Wszak istnieją nory dla palaczy opium, gdzie można kupić zapomnienie, nory potworne, gdzie szaleństwo nowych grzechów wymazuje pamięć starych.
Życie zbyt jest krótkie, by człowiek miał brać na siebie ciężar cudzych błędów. Każdy żyje swym życiem i płaci za to odpowiednią cenę. Szkoda tylko, że za błąd popełniony raz jeden wciąż się musi płacić. Płacić i płacić bez końca. W stosunkach z człowiekiem los nigdy nie zamyka swych rachunków.
Smutna to prawda, ale zatraciliśmy zdolność nadawania rzeczom pięknych nazw. A nazwy są wszystkim. Nigdy nie walczę o czyny. Chodzi mi jedynie i wyłącznie o słowa.
- Nigdy nie walczę przeciw piękności - rzekł z gestem pełnym wdzięku.
- W tym właśnie twój błąd, Harry. Wierzaj mi, przeceniasz piękność.
Jeśli to nawet było złudzenie, jakże to straszne, że sumienie zdolne jest wywołać takie okropne mary, nadawać im kształty widzialne, kazać im się poruszać. Jakież będzie jego życie, jeśli dniem i nocą cienie zbrodni zaczną z milczących kątów podpatrywać go i ze skrytek tajemnych szydzić z niego, szeptać mu do uszu podczas uczty i ze snu go budzić lodowatymi palcami.
Płytki żal i płytka miłość żyją długo. Wielka miłość i wielki ból giną od własnego nadmiaru.
Nie ma żadnych omenów. Los nie wysyła heroldów. Zbyt jest na to mądry lub zbyt okrutny.
- Chciałbym móc kochać - zawołał Dorian z głębokim żalem w głosie. - Zdaje mi się jednak, że opuściła mnie namiętność i zapomniałem, czym jest pragnienie. Zbyt się koncentruję w sobie samym. Własna moja osobowość stała mi się ciężarem. Chcę uciec, odejść, zapomnieć.
Pewność jest fatalna. Niepewność czaruje. Mgła nadaje rzeczom urok.
Cywilizacji nie osiąga się tak łatwo. Wiodą do niej tylko dwie drogi: kultura i zepsucie.
Dziwna to rzecz, o każdym, kto znika, mówi się, że go widziano w San Fransisco. Musi to być jakieś cudowne miasto. Posiada całą atrakcyjną siłę zaświatów.
Dusza jest straszną rzeczywistością. Można ją kupić i sprzedać, i zamienić. Można ją zatruć i udoskonalić. Każdy z nas ma duszę.
Możesz się uważać za bezpiecznego, silnego, lecz przypadkowy odcień jakiejś barwy w pokoju lub na porannym niebie, specjalna jakaś woń, niegdyś przez ciebie lubiana i przynosząca z sobą subtelne wspomnienia, wiersz zapomnianego utworu, który kiedyś czytałeś, urywek melodii, której już dawno nie grałeś - Dorianie, wierzaj mi, że od tych szczegółów zależy nasze życie.
Sztuka nie wywiera żadnego wpływu na czyny. Ona właśnie niszczy pragnienie czynu. Jest wzniośle bezpłodna.
sobota, 10 kwietnia 2010
Irvine Welsch, Trainspotting
Zachowuję pisownię oryginalną z polskiego tłumaczenia.
Ja też uważałem, że każda pizda powyżej dwudziestki jest nic nie warta, póki sam nie skończyłem dwudziestu lat. Ale im wiency sie rozglondam, tym czenści przyznaje racje sobie z tamtych lat. Po dwudziestce nie zdarza sie już nic, co nie jest obrzydliwym kompromisem albo cichom rozpaczom... i tak do końca, do śmierci.
Mężczyźni pili z cichą determinacją, jakby należało to do ich obowiązków.
Leżeliśmy tam po to, żeby przyglądać się laskom biegającym po bieżni w gaciach i koszulkach, co przydawało się do walenia konia.
Zapełniamy nasze życie gównem, takimi sprawami jak kariera albo małżeństwo, po to, żeby wmówić sobie, że to wszystko nie jest całkiem bezcelowe.
Mój problem polega na tym, że kiedy wyczuwam możliwość albo zdaje sobie sprawe z konieczności zdobycia czegoś, na czym bardzo mi zależy, na przykład dziewczyny, mieszkania, pracy, wykształcenia, dziadków itepe, wszystko wydaje mi sie takie nudne i jałowe, że przestaje to cenić.
Ksionżki som dla pedałów, co przechwalajom sie tym, ile przeczytali.
Mówie mu o miłości, a Czynsz mówi, że miłość nie istnieje, że jest jak religia i że, jak mówiom, państwo chce, żebyś wierzył w te gówna, bo może cie kontrolować, pojebać ci we łbie...
Nienawidziłem siebie i świata, bo nie byłem w stanie zaakceptować własnych i niesionych przez życie ograniczeń.
(...) nie uznaje gratyfikacji społecznej, powodzenie (i porażka) są dla mnie doświadczeniami o charakterze przelotnym, które nie znajdują oparcia w podtrzymywanym przez społeczeństwo, i przez to trwałym udziale w dobrobycie, władzy, statusie, itp. (...) Tak więc (...) nie ma sensu wmawiać mi, że wypadłem dobrze na egzaminach albo znalazłem sobie dobrą prace czy poderwałem fajną laskę; takie pochwały nic dla mnie nie znaczą.
Rzecz jasna potrafie cieszyć sie każdą z tych rzeczy z osobna i we właściwym dla niej czasie, ale ich wartość umyka mi, bo nie uznaje społeczeństwa, które je ceni.
- Pieścisz sie ze sobom, biorąc... robisz to tylko dlatego, żęby wszyscy myśleli, jaki jesteś głęboki i skomplikowany. To żałosne i kurewsko nudne...
Społeczeństwo wymyśla przewrotny ersatz logiki, żeby wchłononć i zmienić ludzi, których zachowanie odbiega od normy. Przypuśćmy, że znam wszystkie za i przeciw, że wiem, że bede żył krótko, że jestem zdrowy na umyśle itepe, itepe, a mimo to chce brać dalej. Nie pozwolom mi.(...) Według nich to niemożliwe, żeby ktoś chciał ot tak, po prostu odrzucić wszystko, co majom do zaoferowania. Wybierz nas. Wybierz życie. Wybierz spłacanie hipoteki; wybierz pralki; wybierz samochody; wybierz siedzenie w fotelu przed rozmienkczajoncymi umysł i ducha teleturniejami; wybierz wpychanie do ryja śmeici w barach. Wybierz gnicie, lanie i sranie po sobie w domu, jebany wstyd dla samolubnych popierdoleńców, którychś spłodził. Wybierz życie.
Najlepszy sposób na wzbudzenie sympatii (...) polega na posłużeniu sie banałami. Ludzie uwielbiajom je w takich okolicznościach, bo jedynie wtedy banały stajom sie rzeczywiste i nabierajom znaczenia.
Sharon tkwi po uszy w tym gównie, które wbija sie do głów wszystkim laskom: znajdź se faceta, zrób z nim bachora, bendziesz miała dom.
Wydawało mi sie, że narkotyki som złe, ale to, co niektóre pizdy robiom ze swoim życiem bez nich, za to z pomocom miłości, przechodzi wszelkie pojencie. Lepi o tym nie mysleć.
Mark umie być uczuciowy, ale raczej nie potrzebuje bliskości innych ludzi.
- I coś ci jeszcze powiem, Czynsz, wtedy w siedemdziesiontym siódmym mieliśmy dobry pomys. Pamientasz to plucie? Trzeba było utopić cały jebany świat w ślinie!
- Szkoda, że w ustach nam zaschło (...).
Jednak przez lata odchodzili od siebie, coraz mniej ich łączyło. Ich antagonizmy, które kiedyś stanowiły żart, wygłup dla potrzeb innych, zrytualizowane stały się z czasem przyziemną rzeczywistością.
Ja też uważałem, że każda pizda powyżej dwudziestki jest nic nie warta, póki sam nie skończyłem dwudziestu lat. Ale im wiency sie rozglondam, tym czenści przyznaje racje sobie z tamtych lat. Po dwudziestce nie zdarza sie już nic, co nie jest obrzydliwym kompromisem albo cichom rozpaczom... i tak do końca, do śmierci.
Mężczyźni pili z cichą determinacją, jakby należało to do ich obowiązków.
Leżeliśmy tam po to, żeby przyglądać się laskom biegającym po bieżni w gaciach i koszulkach, co przydawało się do walenia konia.
Zapełniamy nasze życie gównem, takimi sprawami jak kariera albo małżeństwo, po to, żeby wmówić sobie, że to wszystko nie jest całkiem bezcelowe.
Mój problem polega na tym, że kiedy wyczuwam możliwość albo zdaje sobie sprawe z konieczności zdobycia czegoś, na czym bardzo mi zależy, na przykład dziewczyny, mieszkania, pracy, wykształcenia, dziadków itepe, wszystko wydaje mi sie takie nudne i jałowe, że przestaje to cenić.
Ksionżki som dla pedałów, co przechwalajom sie tym, ile przeczytali.
Mówie mu o miłości, a Czynsz mówi, że miłość nie istnieje, że jest jak religia i że, jak mówiom, państwo chce, żebyś wierzył w te gówna, bo może cie kontrolować, pojebać ci we łbie...
Nienawidziłem siebie i świata, bo nie byłem w stanie zaakceptować własnych i niesionych przez życie ograniczeń.
(...) nie uznaje gratyfikacji społecznej, powodzenie (i porażka) są dla mnie doświadczeniami o charakterze przelotnym, które nie znajdują oparcia w podtrzymywanym przez społeczeństwo, i przez to trwałym udziale w dobrobycie, władzy, statusie, itp. (...) Tak więc (...) nie ma sensu wmawiać mi, że wypadłem dobrze na egzaminach albo znalazłem sobie dobrą prace czy poderwałem fajną laskę; takie pochwały nic dla mnie nie znaczą.
Rzecz jasna potrafie cieszyć sie każdą z tych rzeczy z osobna i we właściwym dla niej czasie, ale ich wartość umyka mi, bo nie uznaje społeczeństwa, które je ceni.
- Pieścisz sie ze sobom, biorąc... robisz to tylko dlatego, żęby wszyscy myśleli, jaki jesteś głęboki i skomplikowany. To żałosne i kurewsko nudne...
Społeczeństwo wymyśla przewrotny ersatz logiki, żeby wchłononć i zmienić ludzi, których zachowanie odbiega od normy. Przypuśćmy, że znam wszystkie za i przeciw, że wiem, że bede żył krótko, że jestem zdrowy na umyśle itepe, itepe, a mimo to chce brać dalej. Nie pozwolom mi.(...) Według nich to niemożliwe, żeby ktoś chciał ot tak, po prostu odrzucić wszystko, co majom do zaoferowania. Wybierz nas. Wybierz życie. Wybierz spłacanie hipoteki; wybierz pralki; wybierz samochody; wybierz siedzenie w fotelu przed rozmienkczajoncymi umysł i ducha teleturniejami; wybierz wpychanie do ryja śmeici w barach. Wybierz gnicie, lanie i sranie po sobie w domu, jebany wstyd dla samolubnych popierdoleńców, którychś spłodził. Wybierz życie.
Najlepszy sposób na wzbudzenie sympatii (...) polega na posłużeniu sie banałami. Ludzie uwielbiajom je w takich okolicznościach, bo jedynie wtedy banały stajom sie rzeczywiste i nabierajom znaczenia.
Sharon tkwi po uszy w tym gównie, które wbija sie do głów wszystkim laskom: znajdź se faceta, zrób z nim bachora, bendziesz miała dom.
Wydawało mi sie, że narkotyki som złe, ale to, co niektóre pizdy robiom ze swoim życiem bez nich, za to z pomocom miłości, przechodzi wszelkie pojencie. Lepi o tym nie mysleć.
Mark umie być uczuciowy, ale raczej nie potrzebuje bliskości innych ludzi.
- I coś ci jeszcze powiem, Czynsz, wtedy w siedemdziesiontym siódmym mieliśmy dobry pomys. Pamientasz to plucie? Trzeba było utopić cały jebany świat w ślinie!
- Szkoda, że w ustach nam zaschło (...).
Jednak przez lata odchodzili od siebie, coraz mniej ich łączyło. Ich antagonizmy, które kiedyś stanowiły żart, wygłup dla potrzeb innych, zrytualizowane stały się z czasem przyziemną rzeczywistością.
czwartek, 25 marca 2010
czwartek, 25 lutego 2010
Władysław Reymont, Wampir
(...) w zamętach dusz, w chorych mózgach mogą brać początek przerażające i straszliwe zjawy.
Bo próżniaczej gawiedzi nigdy i nigdzie nie brak, a w szczególności gawiedzi pseudouczonej, głodnej sensacji, węszącej żer eksperymentowania, napastliwej, takiej, której się zdaje, że świat stworzony jest po to, aby oni mogli pisać o nim wymyślne, zawiłe, a puste brednie.
(...) obmierzło mi już plugawe kłamstwo zwane teatrem i przeto znienawidziłem do rdzenia głupstwo, blagę i kramarstwo bezczelnie udające sztukę. Mam już dosyć udawań, dosyć takich głupich gestów w próżnię, tych błazeńskich symulacji życia, tych małpich naśladowań, tych póz na człowieka i tej całej oszalałej z pychy menażerii autorów, aktorów i oklaskującego, pijanego głupotą pospólstwa.
- Te wszystkie sławne i ze czcią powtarzane nazwiska to puste dźwięki, dawno już umarła już treść prawdziwa, tak dawno, że te nazwiska mówią nam tyleż, co nazwy planet i słońc, zarówno nam obce, dalekie i nieznane. (...) trupy dźwigane przez nas dobrowolnie, trupy ciążące jak ołów na duszach naszych, że z wolna giniemy pod ich złowrogim panowaniem, nie śmiejąc nawet pomyśleć, że można je z siebie zrzucić do muzealnego rowu.
Są słowa zabijające, są imiona, od których dźwięku rozpadają się światy, są życzenia, które się stają bez naszej woli, są takie myśli, od których ruch gwiazd zależy! Błądzimy po omacku w wiecznym mroku, jak ślepi od urodzenia, aż po dzień wyzwalającej śmierci, jak ślepi, czepiający się z rozpaczną wiarą kurzawy głupich faktów i wołający wielkim głosem: nie ma nic poza naszą ślepą głupotą!
- Nie, świat gnije w zbrodni i hańbie, a wy żebrzecie o zmiłowanie u mar struchlałych i pragniecie cudów jedynie na karm rozgorączkowanych wyobraźni. Jutro wytęsknione przez miliony nie wstanie z tego, bo to tylko poniżający strach przed nieznanym. Nie zbawia się jękiem ni łzami...
Zły świat należy zdruzgotać i rozwalić do fundamentów, aby nowy mógł powstać z ruin, a trzeba go stworzyć czynem, czynem woli spotężnionej łaską.
- I niczego się nie lękasz? - zapytał jeszcze.
- Nie wiem; zdaje mi się, że zamarła we mnie sama możność obawy.
Ludzkość pragnie tylko płodzić, żreć i zdychać! A Chrystus im przeszkadza w radosnym pogrążaniu się w bydlęctwie!
Nie jestem Chrześcijaninem, ale kocham tę cudną postać Nazarejczyka, kocham go jako przesmutny krzyk duszy płynącej wskroś czasów i ludów. Biedny marzyciel, święta wizja serc tęskniących do nieśmiertelności!
- Straszne jest życie! - szepnęła, przejęta łzawym wzruszeniem.
- Tylko ludzie są straszni! Życie jest jedynym dobrem, a myśmy sami zrobili z niego kaźń dla siebie i ohydę! I w tym leży wieczna tragedia!
Z powrotem? W kajdany każdego dnia i każdego przypadku? W niewolę troski wieczystej? W ohydne jarzmo motłochu i obowiązków? I już na zawsze?... Nie, nie, nie! - wybuchnął w nim potężny krzyk protestu. - Raczej śmierć niźli takie życie, niźli to niewolnicze, pełzające bytowanie robaków wśród cierpień, strachów i ciemności...
Bo próżniaczej gawiedzi nigdy i nigdzie nie brak, a w szczególności gawiedzi pseudouczonej, głodnej sensacji, węszącej żer eksperymentowania, napastliwej, takiej, której się zdaje, że świat stworzony jest po to, aby oni mogli pisać o nim wymyślne, zawiłe, a puste brednie.
(...) obmierzło mi już plugawe kłamstwo zwane teatrem i przeto znienawidziłem do rdzenia głupstwo, blagę i kramarstwo bezczelnie udające sztukę. Mam już dosyć udawań, dosyć takich głupich gestów w próżnię, tych błazeńskich symulacji życia, tych małpich naśladowań, tych póz na człowieka i tej całej oszalałej z pychy menażerii autorów, aktorów i oklaskującego, pijanego głupotą pospólstwa.
- Te wszystkie sławne i ze czcią powtarzane nazwiska to puste dźwięki, dawno już umarła już treść prawdziwa, tak dawno, że te nazwiska mówią nam tyleż, co nazwy planet i słońc, zarówno nam obce, dalekie i nieznane. (...) trupy dźwigane przez nas dobrowolnie, trupy ciążące jak ołów na duszach naszych, że z wolna giniemy pod ich złowrogim panowaniem, nie śmiejąc nawet pomyśleć, że można je z siebie zrzucić do muzealnego rowu.
Są słowa zabijające, są imiona, od których dźwięku rozpadają się światy, są życzenia, które się stają bez naszej woli, są takie myśli, od których ruch gwiazd zależy! Błądzimy po omacku w wiecznym mroku, jak ślepi od urodzenia, aż po dzień wyzwalającej śmierci, jak ślepi, czepiający się z rozpaczną wiarą kurzawy głupich faktów i wołający wielkim głosem: nie ma nic poza naszą ślepą głupotą!
- Nie, świat gnije w zbrodni i hańbie, a wy żebrzecie o zmiłowanie u mar struchlałych i pragniecie cudów jedynie na karm rozgorączkowanych wyobraźni. Jutro wytęsknione przez miliony nie wstanie z tego, bo to tylko poniżający strach przed nieznanym. Nie zbawia się jękiem ni łzami...
Zły świat należy zdruzgotać i rozwalić do fundamentów, aby nowy mógł powstać z ruin, a trzeba go stworzyć czynem, czynem woli spotężnionej łaską.
- I niczego się nie lękasz? - zapytał jeszcze.
- Nie wiem; zdaje mi się, że zamarła we mnie sama możność obawy.
Ludzkość pragnie tylko płodzić, żreć i zdychać! A Chrystus im przeszkadza w radosnym pogrążaniu się w bydlęctwie!
Nie jestem Chrześcijaninem, ale kocham tę cudną postać Nazarejczyka, kocham go jako przesmutny krzyk duszy płynącej wskroś czasów i ludów. Biedny marzyciel, święta wizja serc tęskniących do nieśmiertelności!
- Straszne jest życie! - szepnęła, przejęta łzawym wzruszeniem.
- Tylko ludzie są straszni! Życie jest jedynym dobrem, a myśmy sami zrobili z niego kaźń dla siebie i ohydę! I w tym leży wieczna tragedia!
Z powrotem? W kajdany każdego dnia i każdego przypadku? W niewolę troski wieczystej? W ohydne jarzmo motłochu i obowiązków? I już na zawsze?... Nie, nie, nie! - wybuchnął w nim potężny krzyk protestu. - Raczej śmierć niźli takie życie, niźli to niewolnicze, pełzające bytowanie robaków wśród cierpień, strachów i ciemności...
środa, 17 lutego 2010
Synestezja
wtorek, 16 lutego 2010
Subskrybuj:
Posty (Atom)
.jpg)
