czwartek, 26 marca 2009

Coetzee John Maxwell, Hańba

...mowa ludzka wywodzi się z pieśni, a pieśń - z potrzeby wypełnienia dźwiękiem tej nazbyt dużej i dość pustawej przestrzeni, jaką jest dusza człowieka.

...ma już dość krytyki, prozy mierzonej na metry.

Dostrzega ironię sytuacji, w któej ten, kto przychodzi, aby nauczać, sam dostaje najbardziej dotkliwą lekcję, natomiast ci, co zgłaszają siępo naukę, nie uczą się niczego.

Słowa ciężkie jak maczugi bębnią w delikatny labirynt ucha.

Lucyfer robi, co chce, nie odróżniając dobra od zła. Nie kieruje się pryncypiami, tylko impulsami, a źródło tych impulsów dla niego samego pozostaje ukryte.

Plotkarski młyn obraca się dniem i nocą, mieląc ludzkie reputacje.

Czasy są purytańskie. Sfera prywatna jest przedmiotem zainteresowania ogółu. Szacunkiem cieszą się niewyżyci. Niewyżyci i sentymentalni. Chcieli urządzić widowisko z biciem się w piersi, skruchą, w miarę możności - ze łzami. Po prostu spektakl telewizyjny.

- A ty? Właśnie tego chcesz od życia? - Lurie macha ręką w stronę ogrodu, w stronę domu, którego dach iskrzy się w słońcu.
- To mi wystarczy - cicho odpowiada Lucy.


- Psy to wielcy egalitaryści, prawda? Żaden nie jest aż taki znowu wyniosły i potężny, żeby nie mógł obwąchać cudzego tyłka.

Zachowujesz się, jakby wszystko, co robię, było częścią fabuły, którą jest twoje życie. Ty jesteś w niej głónym bohaterem, a ja postacią epizodyczną, która pojawia się dopiero w połowie akcji. Otóż wbrew temu, co sobie myślisz, ludzie nie dzielą się na pierwszo- i drugoplanowych.

Lurie może ocalić młodego psa, jeśli zechce,na jeszcze jeden tydzień. Ale prędzej czy później przyjdzie chwila, ta nieunikniona chwila, kiedy będzie musiał przynieść go do gabinetu Bev Shaw (i może rzeczywiście przyniesie go na rękach, może zrobi to dla niego), pogłaskać i odgarnąć mu sierść, żeby igła trafiła w żyłę, i szeptać do niego i podtrzymać go w momencie, gdy zdumiewająco ugną się pod nim łapy; potem zaś, kiedy dusza uleci, zgarnąć go ze stołu i zapakować do worka, a nazajutrz wtoczyć worek w płomienie, w których będzie spalany, spalony. Zrobi to wszystko dla młodego psa, kiedy przyjdzie na niego pora. Będzie to niewiele, mniej niż niewiele: nic.

...poświęcać całą uwagę zabijanemu zwierzęciu i dawać mu to, czego już nie wzbrania się nazwać po imieniu: miłość.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz