"Mur":
Nie chciałem już myśleć o tym, co zdarzy się o świcie, nie chciałem już myśleć o śmierci. To wszystko nie trzymało się kupy, natykałem się co chwila na frazesy albo na pustkę.
Niczego nie żałowałem: było mnóstwo rzeczy, których mógłbym żałować, na przykład smaku manzanilli czy też wspaniałych kąpieli w małej zatoczce niedaleko Kadyksu; ale śmierć wszystko odarła z uroku.
"Intymność":
On mnie kocha, ale nie kocha moich jelit; gdyby mu pokazano moją ślepą kiszkę w słoiku, nie poznałby jej, bez przerwy mnie obłapia, ale gdyby mu dano ten słoik do ręki, nic by nie poczuł, nie pomyślałby "to jej ślepa kiszka"; jak już się kocha, to powinno się kochać wszystko, przełyk i wątrobę, i jelita.
Najgorsze jest właściwie to, że nie można tego nigdy wziąć do ręki, żeby przynajmniej się nie ruszało, ale to zaczyna zaraz ruszać się jak zwierzątko, robi się takie twarde, ja się boję, to takie brutalne, jak jest twarde i wyprostowane; fuj, miłość to takie straszne brudy.
...gdyby mi powiedział: "Lulu, ty jesteś dla mnie wszystkom, Lulu, kocham cię, nie odchodź!", zrobiłabym to dla niego, zostałabym, tak, zostałabym z nim na całe życie, żeby mu nie robić przykrości.
Mój Boże, i pomyśleć, że to jest właśnie życie, że po to człowiek się myje, ubiera, stroi, że wszystkie powieści o tym tylko napisano, i że cały czas o tym się tylko myśli, i w końcu, proszę, idziesz do ciemnego pokoju z facetem, który cię trochę potłamsi i na zakończenie zamoczy ci brzuch.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz